Przykładowy sezon pszczelarski (2015/2016)

Sezon pszczelarski nie pokrywa się z rokiem kalendarzowym. Kolejny sezon pszczelarski faktycznie zaczynamy wraz z odbiorem ostatniego pożytku miodowego i podkarmianiem jesiennym.  To wtedy należy zadba o uzupełnienie zapasów, które muszą pszczołom wystarczyć na całą zimę, aż do pierwszego pożytku, który pozwoli na dostarczenie pszczołom świeżego nektaru i życiodajnego pyłku. Jeżeli słyszymy, że pszczoły padły z głodu – to gdzie był ich właściciel. Może okazał się zbyt chytrym właścicielem  i pożałował pokarmu swoim podopiecznym.  A wcześniej zabrał wszystko…. Rozumiem, gdyby był trudny dostęp do cukru, bądź innych pokarmów cukrowych na rynku.  Jestem zwolennikiem zostawiania dużych ilości pokarmu nawet do 15- 20 kg. Ktoś powie, że to przesada.  Tak, ale to z lenistwa.

Nie biegam w końcu zimy z plackami ciasta, nie pobudzam sztucznie pszczół. One same najlepiej wiedzą kiedy mają „ruszyć” z rozwojem. A najlepiej jak czują to co się dzieje na zewnątrz poprzez dennice osiatkowane. Zdarza się, że nie ma czasu na czyszczenie dennic, a  pierwszą przegląd łączy się z dodawaniem nadstawek na miód wiosenny m.in. z mniszka, ewentualnie doczyszczeniu tego czego pszczoły nie zrobiły, a za chwilę robieniu wczesnych odkładów.

Obecnie coraz częściej poruszany jest temat zmienności pogody i jej wpływu na zimowlę. Kiedy były prawdziwe zimy, ze śniegiem i mrozem to i zimowle wyglądały inaczej. Z własnej obserwacji przyjmowałem,  że pszczoły zaczynały  swój większy rozruch w drugiej połowie lutego. Wielu pszczelarzy zaniepokojonych doniesieniami  często zagląda do pszczół nie zważając na aurę zimową.  Potem jest zdziwienie, że jak zaglądałem to rodzina żyła, a potem się osypała. A czemu zaburzasz misternie stworzony przez pszczoły mikroklimat? One sobie dadzą radę, mrozy nawet te najsroższe nie są im straszne,  najgorsza jest wilgoć w ulu i brak pokarmu.  Jeżeli jesteś ciekaw czy pszczoły żyją w ulu to przyłóż ucho do korpusu , w poliuretanach doskonale słychać gdzie, w którym miejscu uwiązał się kłąb pszczół.

 Zdjęcie z lutego rodziny, która czuje już wiosnę. 

Mamy luty, a więc środek sezonu pszczelarskiego, który powinniśmy poświęcić - już od pewnego czasu - na przygotowania do sezonu właściwego. Zamiast „łazić” po pasiece i niepokoić pszczoły należy ten czas zorganizować sobie bardziej pożytecznie. Zająć się zbijaniem i drutowaniem ramek, budową uli, ich naprawą, konserwacją, ewentualnym przygotowaniem wosku do przerobu na węzę. Ja drutuję ramki z użyciem tzw. pchełek, które dokręcają drut i go naciągają podczas wkręcania. U mnie ten patent się sprawdza, choć trzeba wyrobić sobie wyczucie w dokręcaniu, aby nie zerwać drutu.

 Ramki gotowe do sezonu,

na sąsiednim zdjęciu pchełki na ramkach. 

Uważam, że najlepsza węza będzie z naszego własnego wosku. Sam dążę do tego, aby węza którą wkładam do ula pochodziła z mojej pasieki. Wytapiana woszczyna w topiarce słonecznej, przechodzi wstępne naturalne wybielenie i dezynfekcję przez promienie słoneczne. Bardziej efektywne są topiarki parowe.  Dobra węza musi więc kosztować. Osobiście wole węze walcowaną na zimno, niż na gorąco z uwagi na fakt jej elastyczności. Należy natomiast uważać  i podchodzić ostrożnie do tzw., ” okazji”  , gdzie węza jest sprzedawana w cenie wosku.  Od pewnego czasu dość tanio oferowana jest węza lub wosk ukraiński, który pochodzi z wosku ziemnego, którego pokłady znajdują się w Borysławiu – Ukraina.  Od dawna już kombinowano z ceryzyną, która powstaje z tego ziemnego wosku, aby zastąpić drogi wosk pszczeli.  Włożenie takiego wosku - takiej węzy musi potem odbić się na zdrowiu rodziny, jej rozwoju, a także produktach pszczelich.
Co do podkarmiania zimowo-wiosennego. Jak już pisałem nie jestem zwolennikiem tego typu działania. Jednak jeżeli już nie możemy się powstrzymać, to wskazane byłoby rozpoczęcie tych prac po oblocie oczyszczającym.  Jeżeli żałujemy pszczołom pokarmu podczas podkarmiania jesiennego, to dawanie placków ciasta jest jakimś rozwiązaniem, które mimo wszystko zaburza gospodarkę klimatyczną w ulu. Samo ciasto to tyle samo co odsklepienie ramki z pokarmem i poddanie rodzinie. Proponowałbym, aby w poprzednim sezonie przygotować sobie słoiki z pyłkiem zalanym miodem i podawanie tego typu pokarmu pszczołom. Oprócz tego w drugim słoiku dobrze byłoby poddać wodę pszczołom, która teraz jest na wagę złota dla rodziny. Ogranicza to wyloty pszczół przy zmiennej pogodzie. Przy pasiekach amatorskich można w ten sposób postępować i mieć silne rodziny na pierwszy pożytek. Przy większych ilościach jest to już „babranina” i nietrafione lokowanie energii własnej. Dobrze zazimowane pszczoły dojdą do właściwej siły na pierwszy pożytek.  Każdy pszczelarz powinien dba o poszerzanie pożytków w okolicy pasieki. Najlepszy rozwój wiosenny dają nasadzenia wczesnowiosennych wierzb pyłkodajnych. Nie ma nic lepszego dla naszych pszczół niż wiosenny pyłek z wierzb. Zachęcam do sadzenia takich wierzb wokół pasiek, a efekty rozwoju będą zauważalne. Ja posiadam kilka taksonów wierzb pyłkodajnych, które są licznie oblatywane w każdy cieplejszy dzień wiosny.

 

Jak pogoda tej zimy wpłynie na zimowanie? Czy pszczoły mogą wyjść osłabione w tym sezonie? Są  duże wahania temperatur. Dotychczas w okresie jesienno-zimowym było wiele takich dni, kiedy temperatura w ciągu dnia dochodziła do +10 stopni C lub nawet przekraczała ją. Powodowało to częściowy oblot pszczół. Jednak w tym czasie temperatury szybciej spadają, ocieplenia są chwilowe. Powoduje tow efekcie rozluźnienie kłębów, obloty pszczół, które nie zawsze zdążą wróci do ula. Wiele tych pszczół z zimna drętwieje i ginie poza ulem.  Może to powodować straty zimowe. Warunki pogodowe, a zwłaszcza nikłe opady i niski stan wód gruntowych na dzień dzisiejszy nie napawają optymizmem na nadchodzące pożytki. Może coś się zmieni.

Moja metodologia ustawiania uli.  Ilu pszczelarzy tyle metod. Sam uważam, że należy ustawiać ule w ten sposób, aby między lotami pszczół z poszczególnych pni była odległość ok. 2 metrów.  Można ustawić także jedne przy drugim, ale wylotkami ustawionymi pod odpowiednim kątem, gdy jest między nimi 180 lub 90 stopni.  Wszystko zależy od inwencji pszczelarza.  Za najgorsze uważam ustawienie uli jeden przy drugim, w rzędzie, w jednym kierunku, bez zachowania jakiejkolwiek odległości. Dlaczego? Zbyt ciasne ustawienie uli powoduje błądzenie pszczół i zalatywanie do jednych z pominięciem drugich.  Powoduje to trudności w ocenie pożytkowej pszczół – zaciera się miodność  poszczególnych pni. Można podnieść, że i tak jest to w obrębie jednej pasieki, a więc nie ma różnicy. Jednak problemy mogą się pojawić kiedy wkradnie się jakaś choroba np. zgnilec. Wtedy  zespół objawów chorobowych nie pojawi się tylko w jednym ulu, ale obejmie więcej pni. Straty są większe i trudniej je zlikwidować.

 Ule ustawione w szachownicę. 

Pszczelarstwo to wnikliwa obserwacja i wyciąganie wniosków, a że nauka to proces  wymagający nakładów i czasu, wiec życzę wszystkim powodzenia w niełatwym, dzisiejszym pszczelarzeniu.     

 

Michał Ziółkowski
„Pasieka przy Miodowej”